Blaski i cienie programów sukcesji widziane oczami sukcesorów
(Nie)chętny następca
Programy sukcesji odczytywane są jako pozytywny sygnał ze strony organizacji. Pokazują chęć firmy do zabezpieczenia kluczowych kompetencji dostosowanych do długookresowej strategii. Są odbierane jako forma doceniania pracowników mianowanych na sukcesora. Jednocześnie praktyka pokazuje, że sukcesorzy często przejawiają obawy związane z nową rolą. Przyjrzyjmy się więc ich perspektywie.
Wyobraźmy sobie, że dział HR poinformował nas o tym, że zostaliśmy sukcesorem na jedno z kluczowych stanowisk w organizacji. Przeszliśmy przez sito selekcji. Najpierw rekomendacja przełożonego, później assessment center, kilka testów badających nasz potencjał. Ostatecznie dowiedzieliśmy się, że zaliczamy się do ścisłej grupy sukcesorów, którzy poddani licznym działaniom rozwojowym, przez minimum dwa lata, mogą w bliżej nieokreślonej przyszłości, jeżeli oczywiście spełnią ostateczne warunki, objąć stanowisko sukcesyjne.
Jakie myśli krążą po głowie osoby, która właśnie stanęła u progu "wielkiej, doskonale zapowiadającej się kariery"? Jakie emocje mogą towarzyszyć takiej sytuacji?
Na pewno radość i zadowolenie. Przecież organizacja, przełożeni, dział HR nas docenili. Duma, ponieważ udało nam się "pokonać" innych, dobrych pracowników. Entuzjazm związany z nowymi wyzwaniami. Ale są też obawy czy dylematy. Sukcesorzy nie zawsze artykułują je wprost, niemniej jednak, podejmując z nimi indywidualne rozmowy, można je wychwycić bądź też dostrzec ich konsekwencje. Sukcesorzy zadają sobie kilka pytań.

