Czy podczas rekrutacji można kierować się intuicją?
W procesie rekrutacji wiele firm, zwłaszcza korporacji, stosuje różne techniki rekrutacyjne, które mają pomóc znaleźć pracownika o optymalnych predyspozycjach. Czy można im ślepo ufać? Zastanawiam się, na ile jednak można pozwolić sobie na opieranie wyborów na intuicji.
Najważniejsze, abyśmy po drugiej stronie stołu w procesie rekrutacji zawsze szukali człowieka, a nie tylko kandydata na stanowisko. W pewnym sensie stosowane w firmach narzędzia rekrutacyjne, chcąc, nie chcąc, tego kandydata odczłowieczają. Rozbudowane testy, nad którymi pracował sztab psychologów, przemyślane co do najdrobniejszego szczegółu rozmowy, liczne zadania, które mają sprawdzić przydatność kandydata - to powszechnie stosowane narzędzia, które normują rekrutację i wyłaniają "standardowego kandydata". A przecież w gruncie rzeczy chodzi o to, aby był on ponadprzeciętny. Jeśli jednak dopilnujemy, abyśmy w trakcie tego żmudnego procesu nie przestali dostrzegać człowieka, nie przeszkodzą nam nawet ustandaryzowane metody.

