Z produkcji do dystrybucji
Rozmowa z Marcinem Ochnikiem, członkiem zarządu firmy Ochnik, o prowadzeniu biznesu w firmie rodzinnej oraz o tym, czy intuicja jest dobrym doradcą

Marcin Ochnik
Coraz więcej firm uświadamia sobie, że rodzinność może być ich przewagą, cechą, dzięki której mogą zwiększać zaufanie do firmy i produktów. Ochnik w 2011 roku przystąpił do grona firm rodzinnych stowarzyszonych w Fundacji Firmy Rodzinne. Co firma rodzinna oznacza dla Pana?
Firma rodzinna daje poczucie bezwarunkowego zaufania, szczerość i uczciwość, przecież nie zastanawiamy się, czy jesteśmy w porządku wobec najbliższych, bo jest to oczywiste. Firma rodzinna daje również poczucie komfortu osobom nią zarządzającym. My jesteśmy firmą rodzinną, ale chyba trochę nietypową, bo - po pierwsze - tworzy ją trzech braci, po drugie - jest to właściwie grupa kilku firm, w których jesteśmy wspólnikami i każdy z nas odpowiada za inne obszary, w których tylko staramy się uzupełniać. Jesteśmy więc blisko, konsultujemy się, ale mamy też osobne światy, w ramach których dbamy o własną indywidualność. W działaniach biznesowych staramy się myśleć o sobie nie jako o udziałowcach, ale jako o pracownikach, którzy mają to szczęście, że mogą być też udziałowcami, a to trochę inaczej ustawia model działania.
Czy przypomina Pan sobie momenty, w których pomyślał Pan, że firmą rodzinną zarządza się trudniej?
Myślę, że nie jest trudniej. Jeżeli podczas rozmowy po obydwu stronach są dobre intencje, a nigdy nie odczułem, żeby ich nie było między mną i moimi braćmi, to dojdziemy do decyzji, którą zaakceptują wszyscy. Najważniejsze jest mówić o problemach i odwoływać się do tego, co w nas i firmie najlepsze. Podczas dyskusji staramy się podawać argumenty, które mają budować naszą współpracę, a nie ją niszczyć. Wydaje mi się, że jeżeli chodzi o naszą rodzinę, to umiemy wybrać dobro wspólne na poczet indywidualnego.

