Noblesse oblige
Rozmowa z Pawłem Szczygłem, prezesem zarządu Uzdrowiska Rymanów SA, o zarządzaniu zróżnicowaną grupą pracowników oraz o trudnym rynku pracy w regionie Podkarpacia

Paweł Szczygieł
Co jest największą bolączką podkarpackiego rynku pracy?
Podkarpacie charakteryzuje się jednym z najwyższych na tle kraju wskaźnikiem bezrobocia i właśnie w tej kategorii podkarpacki rynek pracy należy do najtrudniejszych. Oczywiście przyczyn tego stanu rzeczy jest wiele, choć w większości są one chyba podobne do tych, które wymieniane są również w innych regionach. Likwidacja bądź ograniczanie produkcji w większych zakładach pracy, zmiany organizacyjne i konsolidacyjne, gorsza dostępność komunikacyjna to chyba jedne z głównych przyczyn. Powoli też zapominamy, że jeszcze niedawno Podkarpacie było krajowym zagłębiem przemysłu gazowniczego i zapleczem technologicznym dla tej branży. Dziś pozostały już tylko niewielkie oddziały dawnych zakładów pracy, jak choćby krośnieński Zakład Urządzeń Naftowych, zatrudniający kiedyś prawie 2 tys. ludzi - dziś niespełna 300 osób. Kryzys gospodarczy spowodował, że wiele firm, zwłaszcza eksportujących swoje wyroby, wpadło w kłopoty, z których do dziś nie mogą się wydostać. Znamiennym przykładem są Krośnieńskie Huty Szkła, kiedyś jedna z pierwszych w Polsce spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych, dziś w upadłości. Problemy dotknęły też funkcjonujące na Podkarpaciu duże zakłady zbrojeniowe, jak Huta Stalowa Wola czy jasielski Gamrat. Podobne przykłady, niestety, można by mnożyć.
Podkarpacie było obszarem częściowo wchodzącym w Centralny Okręg Przemysłowy. Na tym terenie funkcjonowały różne zakłady przemysłowe: od przemysłu włókienniczego poprzez szklarski, wydobywczy, hutniczy, lotniczy czy zbrojeniowy. Dlaczego ta historyczna różnorodność nie jest atutem pozwalającym na poprawę sytuacji w regionie? Przecież przy tych tradycjach przemysłowych nawet jeśli jedne zakłady upadają, inne powinny powstawać lub kontynuować swoją działalność?

